czwartek, 15 lutego 2018

Krem do cery dojrzałej z opuncją figową od EkoKrem



   Czas płynie nieubłaganie, a wraz z jego upływem zmienia się nasza cera. Traci młodzieńczą świeżość i jędrność, pojawiają się zmarszczki. Dlatego w pielęgnacji mojej twarzy coraz częściej pojawiają się kremy dla cery dojrzałej, przeciwzmarszczkowe, intensywnie nawilżające i odżywcze. Aktualnie też używam jednego z takich właśnie specyfików, a jest to Krem do cery dojrzałej z opuncją figową marki EkoKrem.

  
EkoKrem to polska firma produkująca kosmetyki naturalne, której celem jest tworzenie skutecznych kosmetyków pielęgnacyjnych, z jednoczesnym bardzo łagodnym i bezpiecznym oddziaływaniem na skórę. Taki stan uzyskujemy poprzez użycie starannie dobranych i wzajemnie się uzupełniających składników, pochodzących z naturalnych surowców roślinnych.
...Nasze kosmetyki nie zawierają szkodliwych emulgatorów (PEG,PPG), parbenów, olei silikonowych, mineralnych, chemicznych filtrów UV, syntetycznych barwników oraz sztucznych substancji zapachowych. W trosce o naszą skórę i organizm, aby zapobiec namnażaniu się bakterii i pleśni, w niektórych kosmetykach stosujemy naturalny Eko-konserwant uznany przez międzynarodową organizację ECOCERT jako środek konserwujący w certyfikowanych kosmetykach. Przedłuża on trwałość kosmetyków jedynie do 3-5 miesięcy! Całkowity brak konserwantu oznaczałby krótką trwałość produktu, wynoszącą 1-3 tygodni.


Wróćmy jednak do kremu. Producent pisze, że jest to Krem o bardzo bogatym składzie, z wysoko skoncentrowanymi substancjami aktywnymi, które mają za zadanie głęboko spenetrować naskórek, odbudować strukturę skóry i zapobiec jej dalszej degradacji. Zastosowanie luksusowego oleju z pestek opuncji figowej - najdroższego oleju na świecie, skutecznie spowolni proces starzenia się skóry, poprawi jej napięcie i koloryt. Zawarte w kremie: skwalan, masło shea, kwas hialuronowy oraz proteiny jedwabiu głęboko nawilżą skórę i zapobiegną utracie wody przez naskórek. Dodatek ekstraktu z zielonej herbaty mającej silne właściwości antyoksydacyjne, pobudzi krążenie krwi i wzmocni naczynia krwionośne. Ponadto D-pantenol oraz alantoina złagodzą wrażliwą skórę działając przeciwzapalnie, kojąco i osłaniająco. Krem zawiera naturalne filtry przeciwsłoneczne.


W opakowaniu typu airless otrzymujemy 50 ml kremu. Takie opakowanie umożliwia higieniczną aplikację kosmetyku.  Można go używać zarówno na dzień jak i na noc i ja własnie tak robię. Krem jest gęsty i treściwy, a także bardzo wydajny. Trzeba bardzo uważnie naciskać pompkę żeby nie uwolniła zbyt dużej ilości kremu. Konsystencja tego kosmetyku jest idealna na obecną porę roku. Bezpośrednio po aplikacji kremu na skórze pozostaje lepka warstwa ale po chwili całkowicie się wchłania i dlatego, pomimo jego gęstości, krem można stosować na dzień. Po całkowitym jego wchłonięciu możemy spokojnie zająć się nakładaniem makijażu.


W działaniu krem z opuncją figową jest bardzo delikatny. Nie powoduje podrażnień skóry, a wręcz przeciwnie, łagodzi je. Dzięki niemu skóra jest miękka i gładka, dobrze nawilżona i odżywiona, a także delikatnie napięta. Nie jestem w stanie stwierdzić czy opóźnia powstawanie kolejnych zmarszczek, mam nadzieję, że tak. Kremik posiada bardzo przyjemny zapach. Nie potrafię opisać go słowami zwłaszcza, że jest bardzo słabo wyczuwalny i krótko utrzymuje się na skórze. W sumie jestem bardzo zadowolona z tego kremu, a to zachęca mnie do poznania również innych produktów tej marki.

Skład kremu: woda (hydrolat) z róży damasceńskiej, olej ze słodkich migdałów, olej awokado, olej arganowy, olej z pestek opuncji figowej, masło shea, D-pantenol, skwalan, kwas hialuronowy, wosk emulgujący, gliceryna roślinna, jedwab hydrolizowany, alkohol cetylowy, ekstrakt z zielonej herbaty, witamina E, alantoina, olejek eteryczny z drzewa różanego, konserwant Leucidal Eko.


Kosmetyków marki EkoKrem nie znajdziemy w żadnym sklepie internetowym ani stacjonarnym. Firma też nie posiada typowego sklepu internetowego. Jak w takim razie dokonać zakupu? Należy wejść na stronę producenta www.ekokrem.eu i w zakładce "Kontakt" w treści wiadomości wpisać kosmetyki, które chcemy zakupić. Bardzo szybko dostaniemy maila, w którym będą informacje potrzebne do realizacji naszego zamówienia. Mogłoby się wydawać, że jest to dziwny sposób sprzedawania kosmetyków. Dzieje się tak dlatego, że produkty EkoKrem są wytwarzane na indywidualne zamówienia, a więc nie mogą być dostępne w typowych sklepach. Pomimo takiego sposobu produkcji ceny tych kosmetyków są rozsądne np. krem z opuncją figową kosztuje 45 zł.
Znacie kosmetyki tej marki? Jeśli tak, to co o nich sądzicie?

sobota, 10 lutego 2018

SHAMASA Czarne mydło afrykańskie




     Czarne mydło afrykańskie kusiło mnie już od dawna. Widywałam je w sklepach internetowych ale gdy składałam zamówienie przegrywało z innymi mydlanymi kostkami. Tak było do jesieni ubiegłego roku kiedy to otrzymałam paczuszkę od Bianki, a w niej, między innymi, znalazłam to mydełko.



Producent twierdzi, że Czarne mydło afrykańskie To produkt, który rozpieszcza skórę. Określenie "mydło" nie oddaje w pełni jego zalet. Tylko naturalne składniki (olek kokosowy, palmowy, masło shea i strąki kakaowca) zapewniają łagodną i skuteczną pielęgnację każdego rodzaju skóry i w każdym wieku. To kuzyn masła shea i jako rodzina świetnie uzupełniają swoje właściwości leczniczo-pielęgnacyjne. Ręcznie wyrabiane sprawia, że jest nie tylko kosmetykiem ale częścią życia i kultury mieszkańców regionu, z którego pochodzi - Ghany.



Właściwości i zalecenia w stosowaniu mydła:

  • pielęgnuje każdy rodzaj cery,
  • dba o nawilżenie,
  • łagodzi podrażnienia,
  • reguluje wydzielanie sebum, stąd szczególnie sprawdza się przy pielęgnacji cery tłustej i mieszanej,
  • łagodzi objawy trądziku, łojotoku,
  • oczyszcza skórę głowy, dlatego skutecznie walczy z łupieżem,
  • ze względu na wyłącznie naturalne składniki polecane do depilacji,
  • do stosowania jako maseczka na twarz.



Czarne mydło afrykańskie nie jest dla mnie zupełną nowością. Miałam już je kilka lat temu w wersji Dudu-Osun i pisałam o nim tu. Mydełko spodobało mi się i od czasu do czasu do niego wracam. Aktualnie też mam w zapasach kostkę Dudu-Osun. Jednak mydło Shamasa jest zupełnie inne. Kostka wygląda tak jakby była ulepiona z jakichś grudek czy okruchów. I rzeczywiście tak jest. Mydełko jest miękkie i plastyczne, jego konsystencja kojarzy mi się z plasteliną. Należy przechowywać je na mydelniczce z odpływem gdyż nawet niewielka ilość wody spowoduje, że mydło będzie rozciapane.


 
Niewielką kostkę (75g) otrzymujemy zapakowaną w celofan i obwiązaną sznurkiem, do którego przymocowany jest kartonik z wszystkimi potrzebnymi informacjami. Czarne mydło afrykańskie nie jest perfumowane ale posiada zapach naturalnego mydła tyle, że delikatny i ledwo wyczuwalny. Mydełko ma bardzo krótki skład. Wyprodukowano je jedynie z czterech składników. Są to zmydlone tłuszcze: masło shea, olej kokosowy i olej palmowy oraz strąki palonego/prażonego kakaowca. Prosty, naturalny skład.



Mydło wspaniale się pieni wytwarzając obfitą, gęstą i kremową pianę. Początkowo używałam go do mycia twarzy i całego ciała ale gdy wymydliłam już pół kostki to resztę przeznaczyłam tylko do mycia twarzy. Mydełko jest bardzo delikatne ale jednocześnie świetnie oczyszcza skórę. Doskonale sprawdza się w myciu twarzy. Nie wysusza skóry i nie powoduje uczucia ściągnięcia. Nie bardzo wierzyłam we wszystkie obietnice firmy ale to mydło chyba rzeczywiście reguluje wydzielanie sebum. Zauważyłam, że moja tłusta strefa T mniej się błyszczy, a rozszerzone pory na nosie są pięknie domknięte. Czegóż chcieć więcej od mydła? Kilka razy użyłam piany z tego mydła w charakterze maseczki. Po spłukaniu okazało się, że skóra jest nawilżona bez śladu ściągnięcia.
Trochę uciążliwe jest to, że mydło, nawet leżąc na suchej mydelniczce, przykleja się do niej. Jednak nie jest to wielki problem. Wspaniałe działanie tego mydła całkowicie to rekompensuje.
Powiem Wam jeszcze, że niedawno Bianka przysłała mi jeszcze inne czarne mydło afrykańskie. Na razie leży w zapasach ale z pewnością o nim napiszę.

środa, 31 stycznia 2018

Wygrana w konkursie




        W grudniu na kilku blogach dziewczyny pokazywały książkę pt. "Mydło i mazidło czyli jak zostać czarownicą", a niektóre z nich zorganizowały konkursy, w których nagrodą była rzeczona książka. Wzięłam udział w takim konkursie na blogu Natura i ja. Szczęście mi dopisało i książkę wygrałam.


Książkę otrzymałam już dosyć dawno, bo pierwszego dnia po Świętach ale piszę o niej dopiero teraz. Stało się tak dlatego, że dni są ciemne, ponure i nie ma jak zrobić zdjęć, a nie lubię ich robić z lampą błyskową. Jeśli trafił się jaśniejszy dzień, to albo byłam w pracy, albo nie miałam czasu na robienie zdjęć. Udało mi się to dopiero dzisiaj.
Książka jest bardzo ładnie wydana i bogato ilustrowana.


Pierwsza część książki zawiera rady dotyczące zorganizowania domowego "laboratorium", a także wiadomości na temat olejów, olejków eterycznych, hydrolatów, glinek i ziół, a więc substancji, które będziemy wykorzystywać w produkcji domowych kosmetyków.
W drugiej części książki znajdują się receptury, a także opisy wykonania własnych kosmetyków. Każda czynność zilustrowana jest zdjęciami.


 Mydło i mazidło... to fantastyczna książka. Zawiera mnóstwo receptur na wykonanie prostych i łatwych kosmetyków. Z pewnością będę je wykorzystywała. Bardzo dziękuję Violi, autorce bloga Natura i ja oraz wydawnictwu Dlaczemu, które ufundowało nagrodę.

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Aktywator do glinek i masek sypkich od NACOMI




      Jakiś czas temu byłam w drogerii Hebe. Przeglądając półki z kosmetykami naturalnymi zauważyłam wśród produktów NACOMI butelkę z płynem o nazwie Activator for clay and algae mask powder. Nigdy nie spotkałam się z tego rodzaju kosmetykiem i, z ciekawości, kupiłam go.



Producent tak pisze o tym kosmetyku:
Innowacyjny produkt przeznaczony do stosowania wraz z naturalnymi glinkami oraz sypkimi maskami do twarzy. Jako kosmetyki naturalne, glinki i sypkie maseczki zawierają mnóstwo dobroczynnych substancji. Aktywator wzmacnia działanie glinek oraz masek sypkich transportując ich cenne składniki w głąb skóry. Zawarty w aktywatorze kwas hialuronowy, ekstrakt z aloesu oraz D-panthenol działają kojąco i dbają o nawilżenie skóry.



Bardzo lubię samorobione maseczki glinkowe, glinkowo-algowe itp. Nie jest więc dla mnie problemem rozmieszanie glinki z wodą czy hydrolatem i dodanie do niej innych dobroczynnych substancji. Aktywator kupiłam nie z konieczności czy też potrzeby ale wyłącznie z ciekawości.



Kosmetyk otrzymujemy w plastikowej butelce o pojemności 250 ml z zamknięciem na klik. Jest to płyn o konsystencji wody i bardzo lekkim, żółtawym zabarwieniu. Moim zdaniem jest to płyn bezzapachowy, nie doszukałam się w nim żadnej woni. Odnoszę wrażenie, że aktywator łatwiej i szybciej łączy się z glinką niż woda czy hydrolat. Można też zalać nim glinkę i zostawić na kilka minut. Po tym czasie okazuje się, że glinka ładnie wchłonęła płyn i właściwie mamy już gotową maseczkę. Dodaję do niej jedynie kilka kropel oleju i nakładam na twarz. Taka maseczka spisuje się tak samo dobrze jak przygotowana całkowicie samodzielnie.



Skład (INCI): Aqua, Panthenol, Glycerin, Benzyl Alcohol, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Hydrolyzed Glycosaminoglycans, Dehydroacetic Acid, Hyaluronic Acid.

Uważam, że aktywator jest przyjemnym kosmetykiem, a może nawet czymś w rodzaju gadżetu kosmetycznego. Jak pisałam wyżej kupiłam go z ciekawości i nie wiem czy jeszcze kiedyś do niego wrócę. Nie jest drogi. Nie pamiętam dokładnie ceny ale zapłaciłam za niego w granicach 16-18 zł. Znacie może ten produkt? Jeśli tak, to co o nim myślicie?

czwartek, 18 stycznia 2018

Pierwsze nowości w tym roku




     Minęła dopiero połowa stycznia, a ja już poczyniłam pierwsze, tegoroczne zakupy kosmetyczne. Zapraszam do obejrzenia moich nowości.




Szampony marki NATURA SIBERICA miałam już dwa czy trzy razy i całkiem dobrze sprawdzały się na moich włosach. Dlatego bez obaw zamówiłam Szampon dla włosów przetłuszczających się Objętość i Równowaga oraz taki sam balsam do włosów. Miałam kiedyś jeden z szamponów od ALEPII ale było to tak dawno, że nawet nie pamiętam czy byłam z niego zadowolona. Postanowiłam więc odnowić znajomość z włosowymi kosmetykami tej marki i kupiłam Szmpon/Żel do kąpieli Alep Original z 7 olejami. Do kompletu dobrałam jeszcze Odżywkę do włosów Alep Original, której jeszcze nigdy nie miałam. 
Poznałam już kilka mydełek HAGI COSMETICS ale nie wiedziałam, że są też balsamy do ciała tej marki. Gdy je zobaczyłam wybrałam jeden z nich, a mianowicie Naturalny balsam z olejem konopnym i masłem cupuacu. Ciekawa jestem jak się sprawdzi.
Marka ABSOLUTE ORGANIC nie jest dla mnie całkowitą nowością. Miałam już ich masło do ciała i krem do rąk. Oba produkty bardzo mi odpowiadały więc teraz wypróbuję niektóre kosmetyki do pielęgnacji twarzy tej marki. Jest to Organiczny tonik do twarzy Aloe Vera i Organiczne serum liftingujące pod oczy.
Ostatni produkt to Sypki puder bambusowy - absorbent sebum marki ECOCERA. Od kilku lat używam niezmiennie sypkiego pudru od Lavery, który oceniam wysoko. Ciekawa jednak jestem takich pudrów jak bambusowy czy ryżowy i jeden z nich przetestuję.
Wszystkie te kosmetyki kupiłam w sklepie TRINY.pl.

To nie wszystkie nowości. Odkryłam dwie mydlarnie, o których wcześniej nie słyszałam. Jedna z nich to MIODOWA MYDLARNIA.



Kupiłam tam trzy mydełka: Mydło naturalne Rozmaryn z Miętą, Mydło naturalne Konopie z Mlodym Jęczmieniem i Mydło naturalne Plaster Miodu. Do koszyka wrzuciłam jeszcze Masło do twarzy i ciała Oczarowanie i Balsam konopny do dłoni i paznokci.
Druga mydlarnia nosi nazwę MORZE MYDŁA.



Tu również kupiłam trzy mydełka: Mydło Rokitnik, Mydło Lawenda i Pokrzywa oraz Mydło Nagietek i Rumianek. Kupiłam też Olejek do twarzy i ciała z rokitnikiem, natomiast widoczny na zdjęciu Olejek konopny dostałam gratis. Ucieszyłam się gdyż jest to jeden z moich ulubionych olejów.
I jeszcze jedno zamówienie. Tym razem od AJEDEN.



Tutaj kupiłam Mydło z awokado, Mydło do włosów przetłuszczających się i Hydrolat rozmarynowy ekologiczny. Bardzo jestem ciekawa jak to mydło sprawdzi się na moich tłustych włosach. W Ajeden kupiłam też kilka słoiczków miodu, a te mydła i hydrolat dorzuciłam do koszyka ot tak, przy okazji.

To już wszystkie moje nowości. Teraz przez dłuższy czas nie będę musiała kupować kosmetyków. Chyba, że coś się skończy...     

poniedziałek, 15 stycznia 2018

MINISTERSTWO DOBREGO MYDŁA Len i konopie odżywczy mus do ciała




        Odżywczy mus do ciała Len i konopie od MINISTERSTWA DOBREGO MYDŁA kupiłam na warszawskich targach Ekocuda ale na tych, które odbyły się w kwietniu ubiegłego roku. Na listopadowe targi, niestety, nie udało mi się pojechać. Mus musiał poczekać kilka miesięcy w kolejce zanim trafił na łazienkową półkę ale w końcu doczekał się i teraz jego poziom w słoiczku jest już bliski dna.


Producent tak pisze o tym kosmetyku:
Super odżywczy, organiczny mus do ciała po brzegi wypakowany naturalnymi antyoksydantami, składnikami nawilżającymi i regenerującymi, a także zbawienną dla skóry witaminą E.
Przyjemna, piankowa konsystencja przygotowana z nierafinowanych olejów i maseł połączona ze starannie dobraną mieszanką olejków eterycznych łatwo się wchłania i głęboko regeneruje zniszczony naskórek.
Przygotowany z myślą o atopowej, suchej i szorstkiej skórze mus intensywnie nawilża, koi i przywraca barierę ochronną skóry.


Zdecydowałam się na zakup tego, a nie innego musu ze względu na zawartość w składzie oleju konopnego i lnianego. Olej konopny szybko się wchłania i nie zostawia na skórze tłustej warstwy, a więc można go stosować do ciała i do twarzy. Nadaje się do pielęgnacji każdego rodzaju cery. Do cery tłustej gdyż reguluje pracę gruczołów łojowych i wydzielanie sebum, do suchej, którą nawilża, do wrażliwej gdyż ją natłuszcza i uzupełnia brakujące lipidy i do dojrzałej gdyż zapobiega tworzeniu się zmarszczek. Olej lniany jest bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe, które są budulcem dla wielu komórek w organizmie człowieka. Dlatego zaleca się go przy różnych chorobach skóry jak łuszczyca czy atopowe zapalenie skóry czy po prostu przy ogólnej jej suchości. Olej lniany mogą też stosować kilka razy w tygodniu osoby ze skórą przetłuszczającą się. Zawarty w tym oleju kwas alfa-linolenowy pomaga wyregulować wydzielanie sebum. Dlatego cenię te dwa oleje, a moja skóra też je polubiła.


W słoiczku z ciemnego szkła z plastikową nakrętką i minimalistyczną etykietą znajdujemy 120 ml musu. Niestety, wbrew zapewnieniom producenta, kosmetyk nie ma delikatnej, piankowej konsystencji. Jest to raczej krem i to dosyć zbity krem. Nietrudno go jednak nabrać palcami, a pod wpływem ich ciepła topi się i można łatwo rozprowadzać go po skórze. Nie jest to więc poważny problem. Mus łatwo wmasowuje się w skórę i dobrze się wchłania. Czy pozostawia tłustą warstwę? I tak i nie. Powiem tak: pozostawia warstewkę ale nie jest to typowy, tłusty film. Gdy nawet po jakimś czasie dotknę skóry, to wyczuwam na niej delikatną warstewkę ale właśnie delikatną, miękką, a nie klasycznie tłustą. Inaczej nie potrafię tego określić słowami. Skóra jest nawilżona i odżywiona. Zapach musu też jest interesujący. Kojarzy mi się z ziołami i lasem. Ten las to pewnie dlatego, że zawiera olejki eteryczne z sosny i z jałowca. W sumie bardzo oryginalny i przyjemny zapach.
Moim zdaniem mus len i konopie jest interesującym i całkowicie naturalnym kosmetykiem. Z pewnością warto do niego wracać.


Skład musu wyraźnie widać na pierwszym zdjęciu od góry ale, tak na wszelki wypadek, napiszę go jeszcze po polsku w tłumaczeniu producenta.

Skład: Masło shea (Karite)*, masło kakaowe*, olej brzoskwiniowy, olej z konopii, olej lniany, olej słonecznikowy, olej z nasion malin, gliceryna roślinna, witamina E, olejek etryczny z lawendy wąskolistnej, olejek eteryczny sosnowy, olejek eteryczny jałowcowy, olejek eteryczny mandarynkowy, wyciąg z lawendy wąskolistnej, wyciąg z żywokostu, Geraniol**, Limonene**, Linalool**.
* - surowiec organiczny,
**- składniki olejków eterycznych.  

piątek, 5 stycznia 2018

Moje kosmetyczne hity roku 2017







Skończył się rok 2017, a więc pora na jego kosmetyczne podsumowanie. Nie jest to łatwe zadanie gdyż rzadko trafiają mi się kosmetyki, z których zdecydowanie nie jestem zadowolona. Trzeba więc z tych dobrych wybrać najlepsze. Spróbuję tego dokonać.



Rok temu wśród moich kosmetycznych hitów do pielęgnacji twarzy królowały produkty nowozelandzkiej marki Antipodes. W tym roku pałeczkę przejęła niemiecka marka MARTINA GEBHARDT. Widać to na zdjęciu gdzie na siedem pokazanych produktów aż pięć jest od Martiny.
Po oczyszczeniu twarzy spryskiwałam ją Tonikiem z żeń-szeniem do cery wymagającej GINSENG. Tonik ten zawiera esencję spagiryczną z wyciągu z żeń-szenia, ekstrakt z lipy i hydrolat z oczaru wirginijskiego. Są to substancje, które moja cera szczególnie lubi. Na skórę wokół oczu aplikowałam Rose fluid pod oczy z różą, a na twarz Emulsję z różą do cery suchej i wrażliwej. Bardzo lubię kosmetyki o różanym zapachu, a ten był szczególnie piękny. Zupełnie jakby się wąchało żywy, różany krzaczek. Gdy emulsja z różą skończyła się zastąpiła ją Emulsja do skóry wrażliwej i zmęczonej Aloe Vera. Aloes bardzo dobrze działa na moją skórę, a więc nic dziwnego, że ten produkt spisał się na piątkę z plusem. Dopełnieniem pielęgnacji produktami marki Martina Gebhardt była Maseczka rewitalizująca Happy Aging. Bardzo dobra maseczka dokładnie nawilżająca, odżywiająca i wygładzająca cerę. Po przetestowaniu tych kilku produktów Martiny Gebhardt zamierzam poznać także inne kosmetyki tej marki.
W roku 2017 zaczęłam poznawać też inną ciekawą markę, a mianowicie łotewską MADARĘ. Pierwszym moim produktem tej marki był Zaawansowany krem przeciwzmarszczkowy na dzień AGE DEFENCE - Time Miracle. Kupiłam ten krem gdyż czytałam wiele bardzo pozytywnych recenzji kosmetyków tej marki. Nie zawiodłam się. Krem zasługuje na wyróżnienie. Świetnie odżywia skórę, poprawia jej elastyczność i koloryt. 
Ostatnim kosmetykiem jest Delikatny puder myjący do twarzy Clean Powder  polskiej marki MAKE ME BIO. Jak sama nazwa mówi produkt ten służy do oczyszczania twarzy ale można też zrobić z niego maseczkę. Z każdej z tych ról puder wywiązuje się znakomicie, a poza tym lubię takie wielozadaniowe kosmetyki. Moim zdaniem zasługuje na to, żeby zaliczyć go do hitów.



Jestem posiadaczką suchej skóry i dlatego zużywam sporo różnych mazideł do ciała. Spośród tych, które zużyłam w ubiegłym roku najwyżej oceniam Bogate masło do ciała Home Spa od NATURATIV. Świetne masełko. Nie pozostawia tłustej warstwy, a skóra po jego użyciu jest nawilżona, miękka i pachnąca. Bardzo dobrym kosmetykiem okazał się też Dezodorant w kremie z białą glinką francuską polskiej marki PURITE. Dezodorant łatwo rozprowadza się po skórze. Zapach ma nieszczególny, ziołowy i taki trochę apteczny ale najważniejsze, że jest skuteczny.
I jeszcze dwa świetne kremy do rąk. Jeden to Ochronny krem do rąk  od MADARY, a drugi to Organiczny krem do rąk marki ABSOLUTE ORGANIC. Te kremy doskonale sobie radziły z bardzo suchą skórą moich rąk i, moim zdaniem, zasługują na miano hitów. Z pewnością będę do nich wracała.



Wśród kosmetyków do pielęgnacji włosów jakich używałam w ubiegłym roku szczególnie do gustu przypadły mi, a właściwie moim włosom, do gustu są dwa duety. Jeden z nich to Szampon i odżywka do włosów ciemnych od NATURATIV oraz Jaśmin i migdałecznik - ajurwedyjski szampon i odżywka od ORIENTANY. Szampony są delikatne i nie drażnią skalpu. Odżywki świetnie pielęgnują włosy i odbijają je od nasady co bardzo lubię. Kolejnym kosmetykiem jest Ajurwedyjski tonik do włosów również od ORIENTANY. Tonik też dobrze się spisywał pod względem pielęgnacyjnym, a poza tym unosił włosy u nasady i powiększał ich objętość. Ostatnim produktem włosowym, który zaliczyłam do hitów jest Łagodny szampon do codziennego mycia włosów Basis Sensitive od LAVERY. Szampon rzeczywiście jest bardzo łagodny i nie podrażnia skalpu, a jednocześnie jest bardzo skuteczny. Dobrze oczyszcza włosy, zmywa z nich nawet oleje. Zastanawiałam się, jak producent pogodził taką łagodność z wysoką skutecznością. Doszłam do wniosku, że jest to kwestia doboru odpowiednich detergentów. Szampon zasługuje na to, żeby do niego wracać.


W ubiegłym roku poznałam dwie bardzo ciekawe, mydlane marki. Są to polskie marki. Jedna z nich to SALTO NATURAL. Miałam od nich dwa mydełka. Były to kostki o nazwach Melissa aphrodisiac i The Provencal, czyli melissowe i lawendowe. Są to mydła świetnej jakości, a w przypadku lawendowego urzekł mnie dodatkowo wspaniały zapach. Jak nietrudno się domyślić był to piękny, intensywny zapach lawendy. Druga mydlana marka to AJEDEN. Kupiłam cztery kostki tych mydeł ale dotychczas zużyłam tylko dwie. Pozostałe jeszcze czekają w kolejce. Zużyłam Mydło z aloesem i Mydło z pyłkiem pszczelim. Mydła od Ajeden produkowane są z dodatkiem mleka koziego. Są bardzo delikatne i przyjemne w użyciu, a jednocześnie dobrze oczyszczają skórę. Warto do nich wracać.

To właściwie już wszystkie moje kosmetyczne hity roku 2017. Było też kilka kosmetyków, które okazały się nieporozumieniem, porażką. Na szczęście było ich bardzo mało i raczej nie ma sensu o nich pisać. Ważniejsze są te, które dobrze się spisały i zasługują na ponowny zakup.      

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...