czwartek, 18 stycznia 2018

Pierwsze nowości w tym roku




     Minęła dopiero połowa stycznia, a ja już poczyniłam pierwsze, tegoroczne zakupy kosmetyczne. Zapraszam do obejrzenia moich nowości.




Szampony marki NATURA SIBERICA miałam już dwa czy trzy razy i całkiem dobrze sprawdzały się na moich włosach. Dlatego bez obaw zamówiłam Szampon dla włosów przetłuszczających się Objętość i Równowaga oraz taki sam balsam do włosów. Miałam kiedyś jeden z szamponów od ALEPII ale było to tak dawno, że nawet nie pamiętam czy byłam z niego zadowolona. Postanowiłam więc odnowić znajomość z włosowymi kosmetykami tej marki i kupiłam Szmpon/Żel do kąpieli Alep Original z 7 olejami. Do kompletu dobrałam jeszcze Odżywkę do włosów Alep Original, której jeszcze nigdy nie miałam. 
Poznałam już kilka mydełek HAGI COSMETICS ale nie wiedziałam, że są też balsamy do ciała tej marki. Gdy je zobaczyłam wybrałam jeden z nich, a mianowicie Naturalny balsam z olejem konopnym i masłem cupuacu. Ciekawa jestem jak się sprawdzi.
Marka ABSOLUTE ORGANIC nie jest dla mnie całkowitą nowością. Miałam już ich masło do ciała i krem do rąk. Oba produkty bardzo mi odpowiadały więc teraz wypróbuję niektóre kosmetyki do pielęgnacji twarzy tej marki. Jest to Organiczny tonik do twarzy Aloe Vera i Organiczne serum liftingujące pod oczy.
Ostatni produkt to Sypki puder bambusowy - absorbent sebum marki ECOCERA. Od kilku lat używam niezmiennie sypkiego pudru od Lavery, który oceniam wysoko. Ciekawa jednak jestem takich pudrów jak bambusowy czy ryżowy i jeden z nich przetestuję.
Wszystkie te kosmetyki kupiłam w sklepie TRINY.pl.

To nie wszystkie nowości. Odkryłam dwie mydlarnie, o których wcześniej nie słyszałam. Jedna z nich to MIODOWA MYDLARNIA.



Kupiłam tam trzy mydełka: Mydło naturalne Rozmaryn z Miętą, Mydło naturalne Konopie z Mlodym Jęczmieniem i Mydło naturalne Plaster Miodu. Do koszyka wrzuciłam jeszcze Masło do twarzy i ciała Oczarowanie i Balsam konopny do dłoni i paznokci.
Druga mydlarnia nosi nazwę MORZE MYDŁA.



Tu również kupiłam trzy mydełka: Mydło Rokitnik, Mydło Lawenda i Pokrzywa oraz Mydło Nagietek i Rumianek. Kupiłam też Olejek do twarzy i ciała z rokitnikiem, natomiast widoczny na zdjęciu Olejek konopny dostałam gratis. Ucieszyłam się gdyż jest to jeden z moich ulubionych olejów.
I jeszcze jedno zamówienie. Tym razem od AJEDEN.



Tutaj kupiłam Mydło z awokado, Mydło do włosów przetłuszczających się i Hydrolat rozmarynowy ekologiczny. Bardzo jestem ciekawa jak to mydło sprawdzi się na moich tłustych włosach. W Ajeden kupiłam też kilka słoiczków miodu, a te mydła i hydrolat dorzuciłam do koszyka ot tak, przy okazji.

To już wszystkie moje nowości. Teraz przez dłuższy czas nie będę musiała kupować kosmetyków. Chyba, że coś się skończy...     

poniedziałek, 15 stycznia 2018

MINISTERSTWO DOBREGO MYDŁA Len i konopie odżywczy mus do ciała




        Odżywczy mus do ciała Len i konopie od MINISTERSTWA DOBREGO MYDŁA kupiłam na warszawskich targach Ekocuda ale na tych, które odbyły się w kwietniu ubiegłego roku. Na listopadowe targi, niestety, nie udało mi się pojechać. Mus musiał poczekać kilka miesięcy w kolejce zanim trafił na łazienkową półkę ale w końcu doczekał się i teraz jego poziom w słoiczku jest już bliski dna.


Producent tak pisze o tym kosmetyku:
Super odżywczy, organiczny mus do ciała po brzegi wypakowany naturalnymi antyoksydantami, składnikami nawilżającymi i regenerującymi, a także zbawienną dla skóry witaminą E.
Przyjemna, piankowa konsystencja przygotowana z nierafinowanych olejów i maseł połączona ze starannie dobraną mieszanką olejków eterycznych łatwo się wchłania i głęboko regeneruje zniszczony naskórek.
Przygotowany z myślą o atopowej, suchej i szorstkiej skórze mus intensywnie nawilża, koi i przywraca barierę ochronną skóry.


Zdecydowałam się na zakup tego, a nie innego musu ze względu na zawartość w składzie oleju konopnego i lnianego. Olej konopny szybko się wchłania i nie zostawia na skórze tłustej warstwy, a więc można go stosować do ciała i do twarzy. Nadaje się do pielęgnacji każdego rodzaju cery. Do cery tłustej gdyż reguluje pracę gruczołów łojowych i wydzielanie sebum, do suchej, którą nawilża, do wrażliwej gdyż ją natłuszcza i uzupełnia brakujące lipidy i do dojrzałej gdyż zapobiega tworzeniu się zmarszczek. Olej lniany jest bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe, które są budulcem dla wielu komórek w organizmie człowieka. Dlatego zaleca się go przy różnych chorobach skóry jak łuszczyca czy atopowe zapalenie skóry czy po prostu przy ogólnej jej suchości. Olej lniany mogą też stosować kilka razy w tygodniu osoby ze skórą przetłuszczającą się. Zawarty w tym oleju kwas alfa-linolenowy pomaga wyregulować wydzielanie sebum. Dlatego cenię te dwa oleje, a moja skóra też je polubiła.


W słoiczku z ciemnego szkła z plastikową nakrętką i minimalistyczną etykietą znajdujemy 120 ml musu. Niestety, wbrew zapewnieniom producenta, kosmetyk nie ma delikatnej, piankowej konsystencji. Jest to raczej krem i to dosyć zbity krem. Nietrudno go jednak nabrać palcami, a pod wpływem ich ciepła topi się i można łatwo rozprowadzać go po skórze. Nie jest to więc poważny problem. Mus łatwo wmasowuje się w skórę i dobrze się wchłania. Czy pozostawia tłustą warstwę? I tak i nie. Powiem tak: pozostawia warstewkę ale nie jest to typowy, tłusty film. Gdy nawet po jakimś czasie dotknę skóry, to wyczuwam na niej delikatną warstewkę ale właśnie delikatną, miękką, a nie klasycznie tłustą. Inaczej nie potrafię tego określić słowami. Skóra jest nawilżona i odżywiona. Zapach musu też jest interesujący. Kojarzy mi się z ziołami i lasem. Ten las to pewnie dlatego, że zawiera olejki eteryczne z sosny i z jałowca. W sumie bardzo oryginalny i przyjemny zapach.
Moim zdaniem mus len i konopie jest interesującym i całkowicie naturalnym kosmetykiem. Z pewnością warto do niego wracać.


Skład musu wyraźnie widać na pierwszym zdjęciu od góry ale, tak na wszelki wypadek, napiszę go jeszcze po polsku w tłumaczeniu producenta.

Skład: Masło shea (Karite)*, masło kakaowe*, olej brzoskwiniowy, olej z konopii, olej lniany, olej słonecznikowy, olej z nasion malin, gliceryna roślinna, witamina E, olejek etryczny z lawendy wąskolistnej, olejek eteryczny sosnowy, olejek eteryczny jałowcowy, olejek eteryczny mandarynkowy, wyciąg z lawendy wąskolistnej, wyciąg z żywokostu, Geraniol**, Limonene**, Linalool**.
* - surowiec organiczny,
**- składniki olejków eterycznych.  

piątek, 5 stycznia 2018

Moje kosmetyczne hity roku 2017







Skończył się rok 2017, a więc pora na jego kosmetyczne podsumowanie. Nie jest to łatwe zadanie gdyż rzadko trafiają mi się kosmetyki, z których zdecydowanie nie jestem zadowolona. Trzeba więc z tych dobrych wybrać najlepsze. Spróbuję tego dokonać.



Rok temu wśród moich kosmetycznych hitów do pielęgnacji twarzy królowały produkty nowozelandzkiej marki Antipodes. W tym roku pałeczkę przejęła niemiecka marka MARTINA GEBHARDT. Widać to na zdjęciu gdzie na siedem pokazanych produktów aż pięć jest od Martiny.
Po oczyszczeniu twarzy spryskiwałam ją Tonikiem z żeń-szeniem do cery wymagającej GINSENG. Tonik ten zawiera esencję spagiryczną z wyciągu z żeń-szenia, ekstrakt z lipy i hydrolat z oczaru wirginijskiego. Są to substancje, które moja cera szczególnie lubi. Na skórę wokół oczu aplikowałam Rose fluid pod oczy z różą, a na twarz Emulsję z różą do cery suchej i wrażliwej. Bardzo lubię kosmetyki o różanym zapachu, a ten był szczególnie piękny. Zupełnie jakby się wąchało żywy, różany krzaczek. Gdy emulsja z różą skończyła się zastąpiła ją Emulsja do skóry wrażliwej i zmęczonej Aloe Vera. Aloes bardzo dobrze działa na moją skórę, a więc nic dziwnego, że ten produkt spisał się na piątkę z plusem. Dopełnieniem pielęgnacji produktami marki Martina Gebhardt była Maseczka rewitalizująca Happy Aging. Bardzo dobra maseczka dokładnie nawilżająca, odżywiająca i wygładzająca cerę. Po przetestowaniu tych kilku produktów Martiny Gebhardt zamierzam poznać także inne kosmetyki tej marki.
W roku 2017 zaczęłam poznawać też inną ciekawą markę, a mianowicie łotewską MADARĘ. Pierwszym moim produktem tej marki był Zaawansowany krem przeciwzmarszczkowy na dzień AGE DEFENCE - Time Miracle. Kupiłam ten krem gdyż czytałam wiele bardzo pozytywnych recenzji kosmetyków tej marki. Nie zawiodłam się. Krem zasługuje na wyróżnienie. Świetnie odżywia skórę, poprawia jej elastyczność i koloryt. 
Ostatnim kosmetykiem jest Delikatny puder myjący do twarzy Clean Powder  polskiej marki MAKE ME BIO. Jak sama nazwa mówi produkt ten służy do oczyszczania twarzy ale można też zrobić z niego maseczkę. Z każdej z tych ról puder wywiązuje się znakomicie, a poza tym lubię takie wielozadaniowe kosmetyki. Moim zdaniem zasługuje na to, żeby zaliczyć go do hitów.



Jestem posiadaczką suchej skóry i dlatego zużywam sporo różnych mazideł do ciała. Spośród tych, które zużyłam w ubiegłym roku najwyżej oceniam Bogate masło do ciała Home Spa od NATURATIV. Świetne masełko. Nie pozostawia tłustej warstwy, a skóra po jego użyciu jest nawilżona, miękka i pachnąca. Bardzo dobrym kosmetykiem okazał się też Dezodorant w kremie z białą glinką francuską polskiej marki PURITE. Dezodorant łatwo rozprowadza się po skórze. Zapach ma nieszczególny, ziołowy i taki trochę apteczny ale najważniejsze, że jest skuteczny.
I jeszcze dwa świetne kremy do rąk. Jeden to Ochronny krem do rąk  od MADARY, a drugi to Organiczny krem do rąk marki ABSOLUTE ORGANIC. Te kremy doskonale sobie radziły z bardzo suchą skórą moich rąk i, moim zdaniem, zasługują na miano hitów. Z pewnością będę do nich wracała.



Wśród kosmetyków do pielęgnacji włosów jakich używałam w ubiegłym roku szczególnie do gustu przypadły mi, a właściwie moim włosom, do gustu są dwa duety. Jeden z nich to Szampon i odżywka do włosów ciemnych od NATURATIV oraz Jaśmin i migdałecznik - ajurwedyjski szampon i odżywka od ORIENTANY. Szampony są delikatne i nie drażnią skalpu. Odżywki świetnie pielęgnują włosy i odbijają je od nasady co bardzo lubię. Kolejnym kosmetykiem jest Ajurwedyjski tonik do włosów również od ORIENTANY. Tonik też dobrze się spisywał pod względem pielęgnacyjnym, a poza tym unosił włosy u nasady i powiększał ich objętość. Ostatnim produktem włosowym, który zaliczyłam do hitów jest Łagodny szampon do codziennego mycia włosów Basis Sensitive od LAVERY. Szampon rzeczywiście jest bardzo łagodny i nie podrażnia skalpu, a jednocześnie jest bardzo skuteczny. Dobrze oczyszcza włosy, zmywa z nich nawet oleje. Zastanawiałam się, jak producent pogodził taką łagodność z wysoką skutecznością. Doszłam do wniosku, że jest to kwestia doboru odpowiednich detergentów. Szampon zasługuje na to, żeby do niego wracać.


W ubiegłym roku poznałam dwie bardzo ciekawe, mydlane marki. Są to polskie marki. Jedna z nich to SALTO NATURAL. Miałam od nich dwa mydełka. Były to kostki o nazwach Melissa aphrodisiac i The Provencal, czyli melissowe i lawendowe. Są to mydła świetnej jakości, a w przypadku lawendowego urzekł mnie dodatkowo wspaniały zapach. Jak nietrudno się domyślić był to piękny, intensywny zapach lawendy. Druga mydlana marka to AJEDEN. Kupiłam cztery kostki tych mydeł ale dotychczas zużyłam tylko dwie. Pozostałe jeszcze czekają w kolejce. Zużyłam Mydło z aloesem i Mydło z pyłkiem pszczelim. Mydła od Ajeden produkowane są z dodatkiem mleka koziego. Są bardzo delikatne i przyjemne w użyciu, a jednocześnie dobrze oczyszczają skórę. Warto do nich wracać.

To właściwie już wszystkie moje kosmetyczne hity roku 2017. Było też kilka kosmetyków, które okazały się nieporozumieniem, porażką. Na szczęście było ich bardzo mało i raczej nie ma sensu o nich pisać. Ważniejsze są te, które dobrze się spisały i zasługują na ponowny zakup.      

niedziela, 31 grudnia 2017

Życzenia Noworoczne




Już za kilka godzin przywitamy
Nowy, 2018, Rok.
Z tej okazji życzę Wam wszystkiego najlepszego.
Sukcesów w pracy zawodowej,
szczęścia w życiu osobistym
i spełnienia wszystkich marzeń.
Sandra


niedziela, 3 grudnia 2017

SO`BIO etic Krem nawilżająco-odżywczy do rąk z oślim mlekiem.



 
       SO`BIO etic to dosyć popularna wśród zwolenniczek naturalnej pielęgnacji francuska marka kosmetyków naturalnych. Je jednak dopiero zaczynam ją poznawać. Wcześniej miałam tylko masło do ciała tej marki, a teraz przyszła kolej na Krem nawilżająco-odżywczy do rąk z oślim mlekiem.



Na temat kremu można przeczytać:
Aby chronić dłonie przed licznymi szkodliwymi czynnikami otoczenia i na długo zachować elastyczność i gładkość ich skóry SO`BIO stworzyło nawilżająco-odżywczy krem z mlekiem oślim do rąk. Ten nietłusty krem natychmiast się wchłania i pozostawia na dłoniach pachnącą, cudownie jedwabistą i nieklejącą powłokę ochronną. Nawilżona, ochroniona i odżywiona skóra dłoni odzyskuje jedwabistą gładkość i piękno.
Zawiera:
- ośle mleko - odżywcze i regenerujące
- masło karite - odżywcze i zmiękczające
- aloe vera bio - nawilżający i kojący.



W kremie znajdują się dwa składniki, które moja skóra bardzo lubi. Jeden z nich to ośle mleko. Jak wiemy w oślim mleku kąpała się Kleopatra i wiedziała co robi. Współczesne badania potwierdzają korzystny wpływ oślego mleka na skórę. Działa ono regenerująco, rozjaśniająco i nawilżająco. Ponadto stymuluje produkcję kolagenu i elastyny w skórze, a więc ma działanie anti-aging. Jest bogate w witaminy A, B1, B2, B6, C, D i E oraz nienasycone kwasy tłuszczowe Omega-3 i Omega-6, a także wiele mikroelementów. Drugi składnik to aloes. Żel aloesowy bogaty jest w glikoproteiny, polisacharydy, polipeptydy, aminokwasy, witaminy i mikroelementy. Zawarty w kosmetykach żel aloesowy ma działanie przeciwzapalne, łagodzi podrażnienia, zmiękcza twardy naskórek. Polisacharydy z żelu ułatwiają wiązanie wody, a więc zapobiegają przesuszeniu skóry. Szkoda tylko, że aloesu jest w tym kremie niewiele, znajduje się na końcu składu.



Krem otrzymujemy w plastikowej tubie zawierającej 75 ml kosmetyku. Jest to biały kremik o dosyć lekkiej konsystencji i przyjemnym, delikatnym zapachu kojarzącym mi się trochę z wanilią, trochę z karmelem. Szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. Nie ma więc obaw, że coś (np. dokumenty w pracy) zaplamimy na tłusto.
Moje dłonie są bardzo suche i dlatego wiele kremów ma po prostu zbyt słabe dla nich działanie. Wmasuję taki krem, wchłonie się i... skóra jest taka jak przed aplikacją. Jakbym w ogóle tego kremu nie wmasowała. Dlatego potrzebuję preparatu treściwego i odżywczego. Taki właśnie jest Krem nawilżająco-odżywczy do rąk z oślim mlekiem od SO`BIO etic. Mimo iż szybko się wchłania, to skóra pozostaje miękka, delikatna i jedwabista. Nie ma śladu po przesuszeniu. Takie właśnie kremy lubię i ja i moje ręce. Dodatkowym plusem kosmetyku jest jego wydajność. Niewielka ilość wystarcza na całe dłonie i trzeba wręcz uważać, żeby nie wycisnąć z tubki zbyt dużo.


Skład kremu (INCI): Aqua (Water), Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Water*, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate SE, Cocoglycerides, Bentonite, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter*, Donkey Milk, Glyceryl Stearate Citrate, Benzyl Alcohol, Ricinus Communis (Castor Seed) Oil*, Sodium Stearoyl Glutamate, Parfum (Fragrance), Sodium Benzoate, Xanthan Gum, Lactic Acid, Phytic Acid, Sodium Levulinate, Linalool, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder*, Benzyl Salicylate.
* - z rolnictwa ekologicznego
99% składników jest pochodzenia naturalnego,
21% składników pochodzi z rolnictwa ekologicznego.
Krem posiada dwa certyfikaty świadczące o jego naturalności: Cosmebio i Ecocert.


Znacie kosmetyki tej marki? Jeśli tak, to co o nich sądzicie?    

środa, 29 listopada 2017

TEA NATURA Żel do higieny intymnej z malwą i drzewem herbacianym




     Już od kilku lat używam do higieny intymnej naturalnych mydeł w kostkach. Jednak w ubiegłym roku coś się odmieniło i zaczęłam używać żeli, oczywiście tych naturalnych. Zaczęło się od żelu i pianki Bioturm, potem był żel Argital, potem Sylveco i Biolaven. Te dwa ostatnie już wykończyłam ale jeszcze o nich nie napisałam. Teraz w użyciu jest Żel do higieny intymnej z malwą i drzewem herbacianym włoskiej marki TEA NATURA.



O tym kosmetyku przeczytałam: Żel do higieny intymnej z malwą i drzewem herbacianym firmy TEA Natura bogaty jest w ekstrakt z płucnicy islandzkiej i eteryczny olejek z drzewa herbacianego, które mają antyseptyczne i antybakteryjne działanie. Odpowiedni dla kobiet i mężczyzn.
Ten produkt nie zawiera olejów mineralnych, składników pochodzenia zwierzęcego, SLS i SLES, syntetycznych barwników, substancji zapachowych, konserwantów i substancji genetycznie modyfikowanych.



250 ml żelu otrzymujemy w prostej, plastikowej butelce z zamknięciem na klik. Butelka oklejona jest etykietą o miłej dla oka, wesołej szacie graficznej.




Żel od TEA Natura zawiera ekstrakt z płucnicy islandzkiej (Cetraria Islandica). Płucnica jest porostem, co oznacza, że tworzy ją grzyb żyjący w symbiozie z glonem. Przeciwdziała oznakom starzenia, działa odtruwająco, oczyszczająco, nawilżająco oraz antyseptycznie i przeciwgrzybiczo. Ekstrakt z malwy (Malva Sylvestris) zawiera dużo flawonoidów, które wzmacniają naczynka krwionośne przez co zmniejszają ich przepuszczalność, a więc chronią i wzmacniają skórę. Natomiast olejek eteryczny z drzewa herbacianego to naturalny środek antybakteryjny, przeciwzapalny i dezynfekujący.



Kosmetyk ma konsystencję niezbyt gęstego żelu, natomiast kolorem przypomina słabą herbatę. Zapach ma dosyć intensywny, ziołowy, orzeźwiający z dominującym aromatem drzewa herbacianego. Pieni się obficie, co sprawia, że jest produktem wydajnym. Wystarczy naprawdę niewielka ilość żelu do umycia intymnych okolic ciała. Jest delikatny. Nie tylko nie podrażnia ale łagodzi drobniejsze zadrażnienia i na długo pozostawia poczucie świeżości. Czasem używam go do mycia twarzy i w tej roli też spisuje się znakomicie. Dobrze oczyszcza skórę i nie powoduje uczucia ściągnięcia. Jestem bardzo zadowolona z tego żelu. Szkoda tylko, że już niewiele pozostało go w butelce.



Skład żelu (INCI): Aqua, Lauryl Glucoside, Caprylyl/Capryl Glucoside, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Disodium Cocoamphodiacetate, Glycerin, Malva Sylvestris Flower/Leaf Extract, Ethylhexylglycerin, Melaleuca Altemifolia Leaf Oil, Cetraria Islandica Extract, Sodium Dehydroacetate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Citric Acid, Sodium Benzoate, d-Limonene.
Żel do higieny intymnej z malwą i drzewem herbacianym nie jest moim pierwszym kosmetykiem od TEA Natura. Miałam już mydełka  tej marki i były to produkty wysokiej jakości. Być może dlatego zdecydowałam się na wybór właśnie tego żelu i nie żałuję. Kupiłam go w tym sklepie.
Poznałyście już kosmetyki od TEA Natura?

sobota, 25 listopada 2017

LAVERA Łagodny szampon do codziennego mycia włosów Basis Sensitive



   LAVERA to popularna marka kosmetyków naturalnych. W jej ofercie znajduje się mnóstwo kosmetyków różnych rodzajów. Ja jednak poznałam dopiero kilka produktów Lavery: szampon i odżywkę z wyciągiem z kwiatów chmielu, jeden z kremów do rąk i jeszcze puder sypki, którego kilka opakowań już zużyłam. Łagodny szampon do codziennego mycia włosów Basis Sensitive już od jakiegoś czasu mnie kusił ale tak się składało, że gdy robiłam zakupy przegrywał z innymi szamponami. Dopiero recenzja Anuli skłoniła mnie do jego zakupu.



Oprócz recenzji Anuli o szamponie przeczytałam:
Łagodne, roślinne środki myjące (tensydy na bazie cukru i kokosa) niepodrażniające skóry oczyszczają i nawilżają włosy normalne. Hydrolat z bio-dzikiej róży i wyciąg z bio-pszenicy nadają włosom piękny połysk, a roślinna keratyna ułatwia ich rozczesywanie. Do codziennego stosowania. Nie zawiera silikonów. Zawiera naturalne składniki roślinne pochodzące z upraw ekologicznych, kontrolowanych dzikich zbiorów i z własnej produkcji. Wyprodukowano w Niemczech. 100% naturalny kosmetyk, wegański.



Szampon ma postać przezroczystego żelu i delikatny świeży zapach z nutą ziołową. Bardzo dobrze się pieni, a to sprawia, że jest wydajny. Jest rzeczywiście łagodny. Nie podrażnia skóry i nie powoduje uciążliwego (żeby nie powiedzieć dosadniej) swędzenia. Jednak mimo tej łagodności dobrze oczyszcza włosy i skalp i, tak jak pisze Anula, wystarczy jedna aplikacja szamponu.
Myślałam, że skoro jest to szampon łagodny, to nie poradzi sobie ze zmywaniem olejów z włosów. Myliłam się. Bez problemu zmywa olej tyle tylko, że wymaga to dwóch aplikacji szamponu.



Włosy po umyciu tym szamponem nie są bardzo splątane i dosyć łatwo się rozczesują. Po wyschnięciu są błyszczące, lekko odbite od nasady i dobrze się układają. Krótko mówiąc jest to bardzo dobry szampon szczególnie dla tych osób, które ze względu na przetłuszczające się włosy, muszą je myć codziennie. Z pewnością zasługuje na to, żeby do niego wracać.
Muszę przyznać, że już kilka razy zdarzyło mi się kupić kosmetyk pod wpływem recenzji Anuli i jeszcze na żadnym się nie zawiodłam. Tak też było i tym razem.


Skład szamponu (INCI): Water (Aqua), Sodium Coco Sulfate, Lauryl Glucoside, Glycerin, Betaine, Sea Salt (Maris Salt), Persea Gratissima (Avocado) Fruit Extract*, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Extract*, Sodium Cocoyl Glutamate, Disodium Cocoyl Glutamate, Lactobacillus Ferment, Zinc PCA, Hydrolyzed Corn Protein, Hydrolyzed Wheat Protein, Hydrolyzed Soy Protein, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Sodium Phytate, Alcohol*, Fragrance (Parfum)**, Limonene**, Geraniol**, Linalool**, Citral**, Citronellol**.
* - składniki z certyfikowanych upraw organicznych,
** - naturalne olejki eteryczne.
Szampon posiada certyfikat Na True.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...